ann_wlkp (ann_wlkp) wrote,
ann_wlkp
ann_wlkp

Przyznaję, jestem seksistką. Tak, czas na coming out, wyznanie grzechów i bicie się w pierś, choć – przyznam to po raz drugi – nie wiem, kogo mam bardziej przepraszać. Mężczyznom czy kobietom kajać się u stóp i posypywać głowę popiołem? Panów czy panie prosić wybaczenie, kapeluszem zamiatać pył, a w braku kapelusza – choćby szalik rzucać na błotniste kałuże? Bóg raczy wiedzieć albo raczej niech płcie same rozsądzą. Mój grzech polega bowiem na tym, że wolę książki o kobietach. Chociaż nie, „wolę” to jest odpowiednie słowo. Przecież wśród moich ulubionych pozycji (tu na marginesie mogłabym rozwinąć kilkuakapitową refleksję, co to właściwe znaczy „ulubione”. Powtarzane w kółko samograje à la piosenki inżyniera Mamonia? Huragany i lawiny, które przeorały moją niewinną duszę i otworzyły nowe horyzonty? Denerwujące kostki Rubika, jakim zawdzięczam zarwane nocy? Ale, że czasu mało, a za lokowanie produktu nikt nie płaci, przyjmijmy, że kategoria „ulubione” oznacza to samo, że „ulubione” w przeglądarce internetowej, czyli po prostu pojemny worek o szerokim gardle) – tak więc w tymże worki mieści się u mnie wiele pozycji męsko-bohaterowych, ba!, w tym całkiem sporo takich, które głównie bohaterem stoją. Problem jest może mniej złożony i łatwiejszy do wyjaśnienia na konkretnym przykładzie: otóż wchodząc do księgarni, czy to wirtualnej, czy realnej, szybciej wezmę do ręki książkę, rozpoczynającą się: „Anna wyszła z domu o ósmej”, niż taką, której pierwsze zdanie brzmi: „Wojtek wyszedł z domu o dwunastej” (faceci, jak uczy doświadczenie i reklamy płatków kukurydzianych, śpią do południa, w czasie gdy ich partnerki układają włosy, podkręcają rzęsy i rumienią w sandwicherze pełnoziarniste tosty ze śmietankowym serem). I nie ma co się oszukiwać – to zwykły seksizm fabularny, czysty i nieskażony jak mleko prosto od krowy. Pytanie tylko: kogo bardziej obrażam? Mężczyzn - bo stawiam ich na zaszczytnej drugiej pozycji? Czy może kobiety – bo traktuję je jak oddzielny rodzaj postaci, naznaczony przez płeć tak, jak bohaterowie filmów lat dziewięćdziesiątych byli naznaczeni kolorem skóry (dzielni Afroamerykanie w roli dobrych kumpli, dowcipni Latynosi jako policyjni partnerzy itp.)? Cóż, nie mnie o tym sądzić, nie mnie wydawać wyrok. Tak po prostu jest i tyle. Przyznaję się. A poza tym, jak mówi Léo Taxil: „Czy w dobrej powieści może brakować kobiety?”.
Tak więc, skoro już się przyznałam, postanowiłam zrobić jakieś podsumowanie, uporządkować co nieco, żebym na przyszłość, gdy zagadną mnie reporterzy z „Teletygodnia” albo przynajmniej branżowego okólnika, miała pod ręką skrystalizowane poglądy. Krystalizacja zaś była możliwa li i jedynie dzięki osobom, którym zadedykowałam notkę, a które wypowiedziały się na tak ważkie tematy, jak: po co klęczeć, skoro można leżeć, kwestia lojalności i znaczenie Prawdy jako wartości wyższej. Ale, do rzeczy. A więc:

Notka dedykowana:
Dla moich źródeł informacji i inspiracji, które pozornie prowadzą porządne życie, czasem nawet na kolanach.




IRENE CZY KITTY, CZYLI JAK SIĘ WYZWOLIĆ, SKORO GORSET WYSZEDŁ Z MODY


„nieplanowana obecność roztropnej, młodej damy o miłej aparycji to zawsze problem”

 A było to tak: za lasami, za górami, u towarzysza Putina, na ruskim torrencie…. A może nie, może nie wdawajmy się w niepotrzebne szczegóły. Ot tak, po żołniersku, prosto z mostu, bez mowy-trawy i owijania w bawełnę – kolejnym z seriali, jakie oglądałam w miłym towarzystwie, był „Sherlock Holmes” made by BBC nasze kochane. I tamże zaprezentowano nam dwie panie: obywatelkę Irene (odcinek nr 1) i obywatelkę Kitty (odcinek nr 3). Dyskusja toczyła się wokół zagadnienia, kto jest bardziej wyzwolony, kto bardziej zniewolony, a komu bardziej do twarzy. Pozwolę sobie przetoczyć choćby część opinii - rzecz jasna anonimowo, gdyż każde porządne źródło musi być anonimowe albo chociażby dysponować enigmatycznym pseudonimem – jako że były to opinie nad wyraz interesujące i przedstawiające szeroki przekrój poglądów, o różnorakiej optyce i wielości odcieni, a także nadzwyczaj barwne i bogate (uwaga: zapis panelu tzw. „z ręki”, czyli pieprzyć przecinki!):

- Problem pierwszy: Czy bohaterka powinna klękać, a jeśli tak, to w jakim celu?
„Na kolanach to się nie wygrywa, na kolanach to się inne rzeczy robi”; „Wiem, że może to służyć do przyjemnych rzeczy też, ale jednak więcej jest tych nieprzyjemnych.”; „No, ja na przykład szorowałam brodzik.”; „Z mojego kobiecego doświadczenia wynika, że klęcząc panuje się nad światem”; „A ja wolę tak na siedząco, ewentualnie półleżąco, z łóżka bądź kanapy. Tak jest najbardziej ładnie, wdzięcznie i majestatycznie.”; „Tylko po co rządzić światem?”; „Rządzenie na kolanach jest, primo, niewygodne, a secundo, mało skuteczne”; „Zależy na czym klęczysz”; „Na tych kolanach mi jakoś dziwnie.”; „A w jakiej pozycji wolisz?”; „Nie mówiłam, że to pozycja preferowana, mówiłam, że nieprzegrywająca, i że to męska kultura twierdzi, że upokarzająca”; „Osobiście wybieram, zgodnie z teorią Małgorzaty Niemen, rządzenie z pozycji leżącej, w stylu szezlongowym rzecz jasna.”; „To chyba trza na wykresie rozrysować.”

- Problem drugi: Czy klęcząc, może być nadal wyzwolona, a jeśli tak, to z czego?
 „Takie ślepe i bezwolne narzędzie, nawet intrygantką nie była”; „Sama w sumie gówno wiedziała”; „Ja ją kupuję, może trochę dlatego, że, jakby to powiedzieć, nie bardzo mnie ona obchodzi”; „Mój typ też nie, ale tam z kobietami bladawo.”; „Klęczy to klęczy, ale czemu aż łzy roni jakby jej serce własne oddał na przeszczep? Nie nauczyli jej w domu mówić <<dziękuję>>”?”; „Też nie podoba mi się, że ślozy leje. I że jest na posyłki”; „Nawet nie potrafi postaci zabić, a jak kobieta - to ją zaraz na kolana.”

- Problem trzeci: Czy można oszukać kogoś, komu nie zależy na prawdzie można oszukać?
„Inteligencją jakoś specjalnie się nie popisała, zrobili ją ci faceci w bambuko i tyle.”; „I jeszcze w starej spódnicy chodziła.”, „Lepsza ta jej spódnica przerabiana, niż te dziwa drapowane.”;  „Jej to prawda raczej zwisała. Ona nie z tych, co tropią prawdę i robią drugie Watergate.”

- Problem czwarty: Czy niespójność w kwestiach odzieżowych skutkuje niespójnością psychologiczną  
„Jest życiowo przystosowana”; „W tych jakichś dziwnych sukniach a la metaloplastyka PRLowska?”;  „Faktycznie te laski to jakoś tak krzywdzą, tylko cfeterek Molly się nadaje.”

- Problem piąty: no i jednak nie było tego polityka z albatrosem, dlaczego?


I tylko dzięki tejże rozmowie, zdołałam sobie uświadomić, co to znaczy dla mnie bohaterka wyzwolona. Z góry zaznaczam – to nie jest żaden wzorzec z Sevres. Bowiem na marginesie wyżej przytoczonej dyskusji doszłyśmy do wniosku, że z wyzwoleniem jak z rosołem – każdy jest przywiązany swojego przepisu, a czy w garnku gotuje się kura czy przepiórka, to wszak kwestia gustu i upodobań odziedziczonych po przodkach.

Punkt pierwszy: seksistowski (gdyż chodzi o wygląd zewnętrzny)
Bohaterka wyzwolona może być po prostu ładna albo nieładna, żadnych oryginalnych, acz niedocenianych piękności. Powinna za to wyglądać – elegancko, ekstrawagancko, tandetnie, skromnie – ale jakoś. Mile byłaby także widziana samoświadomość dotycząca tego, co odbija się w lustrze.

(„… nie jestem ani wysoka, ani szczupła, a choć mam długie włosy, nie są one w żadnym razie moją największą chlubą. Ten obcy wcale nie był głupcem. Zalotnicy stali zawsze na bezpiecznym w swym mniemaniu gruncie, podziwiając moje zęby, nos i czoło, kostki nóg  oraz palce; wszystko to, pochlebiam sobie, przedstawia się jako tako.”)

Ad rem: Jestem za Kitty. Bo Kitty ma prostą, ale ładnie dobraną spódnicę, cóż z tego że przerabianą, a Irene owija swe boskie ciało w dziwaczne zwoje przypominające metaloplastykę zdobiącą ściany kin za późnego Gierka. (Na marginesie, scenarzysta się nie popisał. Cóż, to głęboki PRL czy Londyn dwudziestego pierwszego wieku? W dobie przecen, outletów i lumpeksów Kitty mogła mieć pół tuzina porządnych spódnic, zwłaszcza że preferowała prosty krój. Jeszcze przełknęłabym to, gdyby chodziło spodnie, a nawet marynarkę, ale, na miłość Boska, spódnica to część garderoby najłatwiejsza do dobrania.)


Punkt drugi: czynnościowy (gdyż chodzi o robienie tego i owego)
Bohaterka powinna umieć zając sobie czas: pracą, rozrywką, dręczeniem rodziny, czymkolwiek. I niech lubi to, co robi, a robi to dobrze. Z drugiej strony, nie powinna umieć robić zbyt wielu rzeczy, nadmiar profesjonalizmu szkodzi bowiem na cerę.  Tak więc, albo skafander i pianino, albo mini i browning. Tertium non datur.

„- To nowy typ samochodu. Ma inny system zmieniania biegów. Ale ty nie lubisz prowadzić auta, prawda?
- Jestem idiotką przy kierownicy.
- Bo ty nie jesteś współczesna, Dinny.
- Nie, jestem znacznie mniej zaradna od większości ludzi.
- Nie znam kobiety, która by była równie zaradna jak ty, na swój sposób.
- Chcesz powiedzieć, że umiem ładnie układać kwiaty.”

Ad rem: jak wyżej. Bo Irene rozbiera się, wali po pysku, gromadzi tajne informacje, podkłada ładunki wybuchowe, a Kitty jest zwyczajną dziennikarką z mniej i bardziej trafionymi pomysłami.


Punkt trzeci: idealistyczny (gdyż chodzi o świat niematerialny)
Bohaterka nie powinna zanadto przejmować się prawdą i innymi wartościami wyższymi. Jeśli miałaby kaprys brać udział w jakiejkolwiek grze – czy to chodziłoby o zdobycie planów okrętu podwodnego, wybór premiera czy powstrzymanie apokalipsy – niewskazane jest, by zbytnio przejmowała się jej przebiegiem. Winna natomiast trzymać się blisko ziemi i wiedzieć, co jest najważniejsze.

("Ci mężczyźni! Bez względu na to jak bardzo inteligentni czy potężni, czasem zachowywali się jak chłopcy i angażowali w swoje gry, zapominając, że to rzeczywiście są gry. Kobiety zaś zawsze pamiętały o tym, co najważniejsze - dobra kąpiel i czyste włosy.")

Ad rem: Bez zmian. Bo Kitty ma jasno zdefiniowane cele, a Irene – gra dla samej gry


Punkt czwarty: szwejkowski (gdyż chodzi o wychodzenie na idiotę)
Bohaterka powinna do czasu do czasu zgłupieć, ale nie powinna zanadto się tym przejmować. Niezależnie, czy chodzi o konto w banku, mężczyznę w łóżku czy nietwarzową fryzurę. Z drugiej strony, niezależnie od zgłupienia, bohaterka powinna – również od czasu do czasu – zgłupieć pozornie, ot, tak, dla własnej wygody. I kiedy już decydowałaby się zostać „damsel in distress”, powinna umieć ładnie podziękować, acz bez rozbuchanej emocjonalności

(„- Chciałabym…
Emilia urwała. Prawdę mówiąc, chciałaby zatrudnić pana Enderby’ego jako osobistego prywatnego detektywa. Żeby chodził tam, gdzie mu każe, pytał o to, co ona chce, i w ogóle stał się jej wiernym niewolnikiem. Lecz zdawała sobie sprawę, że musi przedstawić tę propozycję w sposób dla niego pochlebny i przyjemny. Chodziło wyłącznie o to, żeby ona była szefem, lecz sprawę trzeba przeprowadzić taktownie.
— Chciałabym — powiedziała — mieć uczucie, że mogę na panu polegać.
Miała przemiły głos, jedwabisty i kuszący. Gdy wygłosiła to ostatnie zdanie, w piersi pana Enderby’ego zrodziło się postanowienie, że ta urocza, bezbronna dziewczyna będzie mogła na nim polegać w całej rozciągłości.
(…)
— Proszę się nie martwić — powiedział niezbyt mądrze Enderby. — Proszę wszystko zdać na mnie.
— Właśnie to zamierzam zrobić. — W odpowiedzi Emilii nie było ani odrobiny prawdy. — To cudownie mieć kogoś, na kim można całkowicie polegać!”)

Ad rem: Nadal jak wyżej.  Bo Irene roni łzy, gdy ratują jej życie, a Kitty bez wahania robi z siebie fankę-idiotkę.


Punkt piąty: etykietalny (gdyż chodzi to, co uchodzi i nie uchodzi)
Bohaterka powinna zdawać sobie sprawę z norm społecznych, towarzyskich i zawodowych. Na tyle dobrze, żeby wiedzieć, kiedy można je złamać, kiedy obejść, a kiedy nie ma sensu w ogóle zajmować sobie nimi głowy.

(„— Pani mąż zapewne też nam pomoże?
Teresa potrząsnęła przecząco głową.
— Niestety, obawiam się, że nie. Mój mąż jest komunistą.
Gdyby powiedziała, że Robert jest czarną mambą, nie mogłaby Carslake’a bardziej wyprowadzić z równowagi. Aż się zatrząsł.
— Widzi pan — Teresa pospieszyła z wyjaśnieniem — to artysta.
Carslake odetchnął z wyraźną ulgą. Artyści, pisarze i tacy tam inni…
— Rozumiem — powiedział tolerancyjnie. — No tak, rozumiem.
— W ten sposób Robert został wyłączony z całej sprawy, — rzekła Teresa, kiedy zostaliśmy sami.
Stwierdziłem, że jest kobietą bez skrupułów. Kiedy zjawił się Robert, Teresa poinformowała go o jego preferencjach politycznych.”)

Ad rem: Nadal i niezmiennie jak wyżej. Bo Irene to skandalistka, a Kitty interesuje wywieranie wrażenia tylko w konkretnym celu (patrz: spódnica dla pracodawcy, kraciasta czapeczka dla Holmesa).


Punkt szósty: uczuciowy (gdyż chodzi o emocje)
Tym niemniej byłoby miło, gdyby bohaterka żywiła uczucia rodzinne. A do czasu do czasu także uczucia do płci przeciwnej. Za zastrzeżeniem, żeby owe uczucia nie były za bardzo dramatyczne w swoim przebiegu.

(„Łatwo jest pogodzić się z cierpieniem własnym, nigdy jednak z cudzym. Ja się nie boję zadać panu Viscontiemu bólu. Po prostu nie wiedziałabym, jak to zrobić. Mam więc cudowne uczucie wolności. Mogę mówić, co mi się podoba, bo to by mu nigdy nie zalazło za tę jego grubą makaroniarską skórę.”)
 
(„ – Kochanie, jestem jej matką. Moje ramiona są szersze niż jej. Mnie nie można tak zranić. Dlatego uznałam, że moim obowiązkiem jest pozorować, że to ja pisałam te anonimy.
- Boże drogi! – zawoła ojciec. – Boże drogi. – Spojrzał na mamę z niezwykłym szacunkiem. – To nie byle jakie poświęcenie z twojej strony Clem. (..) Miałaś oczywiście absolutną rację – przytaknął ojciec. – Absolutną. Obowiązek rodzicielski. Ale mimo wszystko było to diabelnie bohaterskie.
Mama wstała. – Tylko że, niestety – oznajmiła ze smutkiem – okazało się niemożliwe, abym ja to zrobiła.
- Niemożliwe? – ojciec spojrzał na nią rozczarowany. – Ale przecież właśnie przed chwilą powiedziałaś… Dlaczego niemożliwe?
Mama znowu usiadła. Rzadko zdarzało się, aby była tak niepocieszona. – Byłam stąd o dwanaście tysięcy mil, moi kochani.
Ojciec w dalszym ciągu patrzył na nią rozczarowany. – Mogłaś przecież pisać listy.
- Trudno, abym pisała listy w Kuala Lumpur i wysyłał je w Derby.
Ojciec był nieprzekonany. – A więc pozostawiłaś biedną Perse samą z tym ciężarem? – spytał z wyrzutem.
- Nie, mój drogi.
- Nie? Więc jak…?
- Powiedziałam, że to ty je pisałeś, Harry.”)

Ad rem: Tradycyjnie jak wyżej. Bo Irene to samotny krążownik na falach życia, a Kitty nawet jeśli nie jest pokazana w jakiejkolwiek relacji, to można bez trudu wyobrazić sobie, że ma marudną matkę, dwóch odbijających się braci i złośliwą babcię (ktoś umie wyobrazić sobie Irene z wizytą u dziadunia?)


Tak więc, podsumowując – nikogo chyba nie dziwi, że w moim przypadku – o wiele bardziej Kitty, niż Irene.  I w sumie można to podsumować jednym zdanie:  Irene zależy na efekcie, Kitty zależy na rezultacie.

A na marginesie i w nawiasie: gdyby ktoś chciał zobaczyć, jak wygląda moja ukochana Bohaterka Wyzwolona, a może nawet więcej, niż Bohaterka, bo Idolka, ktoś, kim chciałabym być, gdybym nie była sobą, ktoś z kim zgadzam się w każdej kwestii, od UNESCO do pornografii, choć zdaję sobie sprawę, że mam wiele do nadrobienia w dziedzinie wyobraźni, lojalności, odwagi i dystansu, to proszę… oto „kobieta, która wykąpała policjanta w wodzie sodowej”, czyli Beatrycze Severn, sekretarka, agentka i znawczyni elektrodynamiki. Garść faktów z dossier?

- Beatrycze wkracza na scenę na stronie osiemdziesiątej dziewiątej (w każdym razie w moim egzemplarzu książki – „Nasz człowiek w Hawanie”, Graham Greene, wydanie z 1975 roku, Instytut Wydawniczy PAX). Ma w ręce syfon, u boku dwóch pilotów, a w oczach inteligencję, jak zauważa nadzwyczaj trzeźwo główny bohater. Jest ładna (włosy kasztanowe, oczy orzechowe), kompetentna i, co najważniejsze, ma poczucie humoru.
- Beatrycze nosi obrączkę, choć jej męża wessał zaklęty krąg konferencji, wykładów i UNESCO, ale, jak twierdzi sama bohaterka, „w zeszłym roku na pewno żył, bo czytałam w prasie, że wygłosił w Taorminie odczyt”.
- Beatrycze jako agentka „wprawnie szyfruje i skończyła kurs mikrofotografii w Ashley Park. Stenografka słaba, ale na maszynie pisze doskonale”. Jeśli chodzi o rzeczywistość, Beatrycze klasyfikuje ją na podstawie podobieństwa do prasy, raz bywa to „Boy’s Own Paper”, raz „Sunday Mirror”, a czasem nawet „Encouter”. Niezależnie od tego Beatrycze ceni prawdziwe życie i żywych ludzi i jeżeli nawet bierze udział w grze, to w nią nie wierzy, niezależnie od tego, czy to gra agentów z „Boy’s Own Paper” czy gra mówców z „Encoutera”.
- Beatrycze lubi nie okrągłych zdań, zwłaszcza jeśli mają one stanowić epitafium; Raul to Raul, pilot i alkoholik, a nie źródło numer 59200/5/4 czy, co gorsza, „samotne światełko tam, w górze”.
- Beatrycze udziela lekcji makijażu („Tego ciemnego karminu nie radziłabym ci, Milly, to nie na twój wiek.”), profesjonalizmu („Rzeczywiste jest to, co dzieje się w godzinach po pracy.”), historii („Powiedziałam, że rozumiem francuskich oficerów, którzy w 1940 zajmowali się swoimi rodzinami; przynajmniej nie stawiali kariery na pierwszym miejscu.”), lojalności („Nie cenię wcale ludzi służących lojalnie tym, którzy im płacą.”) i patriotyzmu („Ojczyzna to raczej rodzina niż ustrój parlamentarny.”)
- Beatrycze bywa zakochana, ale nawet wtedy widzi sprawy jasno; ten jeden jedyny raz, gdy Graham Greene oddaje głos bohaterce, pozwala jej wszak pomyśleć: „On nigdy nie będzie dostatecznie szalony”. Cóż więc dziwnego, że Beatrycze musi być szalona za dwoje.

I tylko jedno mogę jeszcze żądać: niech mi ktoś sfilmuje tę książkę. Wprawdzie Greene miewa pecha do ekranizacji, jak nie zafałszowane („Koniec romansu”), to spłaszczone („Spokojny Amerykanin”), ale może gdyby tak BBC…. A potem musowo powiesić na ruskich torrentach. I już.

A w ramach finału i na posumowanie dyskusji, jeszcze tylko jedna mądrość: „jeśli bohaterki rozmaitych powieści nie będą się nawzajem spierać, od kogo mogą spodziewać się opieki i względów?”. No więc wspierajmy się, my kobiety wyzwolone, w spódnicach i bez.


Na zakończenie dziękuję:
- Umberto Eco  - za cytat we wstępie, Henry’emu Jamesowi – za cytat do motta, Jane Austen – za cytat na zakończenie
- następującym autorom, od których wypożyczyłam bohaterki: Robertowi Gravesowi, Johnowi Galsworthy’emu, Tadowi Williamsowi, Agathcie Christie, Grahamowi Greene’owi, Ericowi Malpassowi

    
   

    
    
Tags: kobiety, pop, seriale
Subscribe
  • Post a new comment

    Error

    default userpic
    When you submit the form an invisible reCAPTCHA check will be performed.
    You must follow the Privacy Policy and Google Terms of use.
  • 0 comments